< Aktualności

Nie zatrzymał się tu przypadkiem. Leon Wyczółkowski – patron konkursu

Nie był stąd. Był nasz.

Urodził się pod Siedlcami, studiował w Warszawie, Monachium i Krakowie, podróżował po Europie i Ukrainie, przez lata wykładał w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ziemia bydgoska nie była ojczyzną Leona Wyczółkowskiego. A jednak to tutaj spoczął i zostawił swoje zbiory, a tutejsze muzeum nosi jego imię, od osiemdziesięciu lat stojąc na straży dziedzictwa Mistrza. Pielęgnujemy je również my.

Dar

Rok 1922. Siedemdziesięcioletni malarz, u szczytu sławy i dorobku, przekazuje Muzeum Wielkopolskiemu w Poznaniu bogaty zbiór sztuki wschodniej. W jego skład wchodzą dywany, makaty, kilimy, japońskie drzeworyty i porcelana, a także własne prace Wyczółkowskiego. W dowód wdzięczności Poznański Wydział Krajowy ofiarowuje mu dworek w Gościeradzu pod Bydgoszczą.

Można by pomyśleć, że była to zwykła transakcja. Ale Wyczółkowski, który przez całe życie szukał miejsc zdolnych go zatrzymać – w Ukrainie, w Tatrach, w Krakowie – znalazł tu spokój. Zatrzymał się. Sam pisał: W Gościeradzu ogród, sad i warzywnik. Ogród: oglądać kwiecie drzew, kwiaty, zieleń trawy, wchłaniać w siebie woń goździków i mięty i słodko pachnącego ziela.

Wiosna - wnętrze pracowni artysty (domena publiczna; ze zbiorów ze zbiorów Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy)

W skromnym drewnianym dworku urządził pracownię. Przez czternaście lat – aż do śmierci w 1936 – spędzał tu każde lato. W 1934 roku przebudował go według własnego projektu, nadając mu kształt typowego dworku z kolumnowym gankiem i mansardowym dachem. Gościeradz stał się jego prawdziwym – choć tylko letnim – domem. Być może to jedyne miejsce, w którym nie był przejazdem.

Gaj

Z Gościeradza wyruszał w Bory Tucholskie. Towarzyszył mu często Kazimierz Szulisławski, nadleśniczy z Różannej pod Koronowem, który stał się jego przewodnikiem po lasach i bliskim przyjacielem. W 1926 roku Wyczółkowski po raz pierwszy dotarł z nim do Wierzchlasu i zachwycił się rosnącymi tu prastarymi cisami.

Nazwał to miejsce Świętym Gajem i wracał, kiedy tylko mógł. W Wierzchlasie powstało ponad sto szkiców, rysunków i litografii. Najstarszy cis rezerwatu, który sam artysta ochrzcił imieniem „Chrobry”, uwiecznił w wielokrotnie powtarzanym motywie. Rysował siostrzane sosny, kępy olch i całe fragmenty lasu, tworząc coś, co historycy sztuki nazywają portretami drzew. Na gruncie polskiego malarstwa była to forma nowatorska. Przyroda stała się nie tłem, a pełnoprawnym bohaterem.

Zachód słońca w parku gościeradzkim (domena publiczna; ze zbiorów ze zbiorów Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy)

To największe skupisko cisów w Polsce – rośnie tu ponad 3,5 tys. drzew. Dziś rezerwat nosi imię Wyczółkowskiego. Artysta, który przez dekady był piewcą Ukrainy, Krakowa i Tatr, zostawił w tym zakątku ślad być może głębszy niż gdziekolwiek indziej.

Miasto

Związek Wyczółkowskiego z naszym miastem nie był tak oczywisty jak w przypadku Krakowa. O ile uwiecznił np. sad w Gościeradzu i cisy w Wierzchlasie, w jego dorobku trudno znaleźć jakąkolwiek pracę związaną z samą Bydgoszczą. A jednak, jak trafnie zauważa Zofia Ozaist-Zgodzińska w tekście „Bydgoszcz, z wizytą u Leona Wyczółkowskiego”, byli sobie potrzebni. Malarz miastu – i miasto malarzowi.

Po śmierci artysty w grudniu 1936 roku żona Franciszka wypełniła jego ostatnią wolę, przekazując miastu 425 prac, szkicowniki, pamiątki osobiste i wyposażenie pracowni. Akt darowizny nakładał na miasto konkretne zobowiązania – opiekę nad zbiorem, popularyzację twórczości, upamiętnianie rocznic i opiekę nad grobem. Wyczółkowski zadbał, by jego związek z regionem miał charakter trwały, a nie jedynie sentymentalny.

Zgodnie ze swoją wolą, Wyczółkowski został pochowany na wiejskim cmentarzu we Wtelnie, kilka kilometrów od Gościeradza. Monumentalny modernistyczny nagrobek zaprojektował Karol Tichy. W niecałe dziesięć lat po śmierci artysty, 11 kwietnia 1946 roku – w rocznicę jego urodzin – bydgoskie muzeum wznowiło działalność wystawienniczą i przyjęło imię Leona Wyczółkowskiego.

Modernistyczny nagrobek Leona Wyczółkowskiego na cmentarzu we Wtelnie (autor: Ulrich Jahr, źródło: Wikimedia Commons)

Dziedzictwo

Jolanta Chmara, prezes bydgoskiego okręgu ZPAP i wieloletnia komisarz Ogólnopolskiego konkursu, o patronacie Wyczółkowskiego mówi: Zależy nam, by jego obecność wciąż była żywa w pamięci kolejnych pokoleń. Chcemy nie tylko przypominać jego twórczość, ale także traktować etos jego pracy malarskiej jako ważny punkt odniesienia i inspirację dla współczesnych artystów.

Autoportret w chińskiej szacie męskiej półoficjalnej longpao; Autoportret w chińskim kaftanie (domena publiczna; ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie)

To dobrze oddaje ideę naszego konkursu. Wyczółkowski nie jest „ozdobnym” patronem, którego imię figuruje w nagłówku regulaminu. Jest punktem odniesienia – dla metody, nie dla stylu. Artysta, przez całe życie podążał za tym, co go naprawdę poruszało – na ukraińskich polach, tatrzańskich zboczach lub cisowych lasach. W każdym z tych miejsc znajdował nowy język malarskiej wypowiedzi. Jest idealnym patronem konkursu otwartego na różnorodność postaw i nieuznającego jednej estetyki.

Przyjaciel Julian Fałat powiedział mu: Wszyscy uważali cię za rewolucjonistę. Decydowały o tym nie buntownicze manifesty, a spojrzenie na świat. Patrzył intensywnie, z ciekawością, był wolny od akademickiego ciążenia ku temu, co bezpieczne.

My staramy się tę wolność podtrzymywać. I chcemy zobaczyć ją w Waszych płótnach.